Dyskusje o grach

gryk Artykuły

Witamy w trzeciej już Dyskusji (wiecie co to oznacza? Nasz ekstraordynaryjny podcast firmowany pieczątką „Toż nie słychać” ma się coraz lepiej i nie zamierzamy zwalniać. Eksperymentujemy z wieloma pomysłami, które po cichutku Wam tutaj przerzucamy, obserwujemy reakcje – będzie progres, będzie dobrze.

Jako że ostatnio zagadaliśmy się stanowczo za bardzo o rynku i jemu pochodnych, tym razem może zajmiemy się tylko mięskiem tej strony. Grami. I tutaj propozycja – choć każdy masterowany przez nas tytuł jest prawie pewniakiem jako przyszła pozycja w dziale recenzji, przydałoby się trochę nakręcenia atmosfery i pierwszych wrażeń. No, to co Kradziej? Może drobna pre-recenzja tego w co aktualnie pykasz?

Kradziej: No cześć (powtarzam się, potraktujcie to jako taki rytuał, hehe).

Ostatnio żem ukończył moją przygodę z pierwszym Resistance (WRESZCIE), a że gra jest ociupinkę za stara na recenzowanie jej (kogo by to interesowało, hm?), to powiem o tym tytule trochę tutaj.

Primo: zdziwiłem się, jaka ta gra jest… fajna. Naprawdę nie potrafię znaleźć innego słowa, żeby ją określić. Ma fajne bronie, fajnych przeciwników, fajne lokacje, fajne realia. I jakkolwiek to nie brzmi: Resistance jest FAJNY. Po prostu. Guny z których strzelamy są kickass – że wspomnę tu jeno Bullseye’u ze znacznikami nakierowującymi pociski na przeciwnika czy Augerze strzelającym przez ściany (and how cool is that?!). Oczywiście czym więcej ścian przebijemy, tym wyższe będą zadane obrażenia. ŁAŁ.

Na dodatek te lokacje i fabuła. Opowieść jest prosta, ale słusznie podana – to powiastka o wojnie, a nie moralnych dylematach Nathana Hale’a… który jest jednym z większych problemów Resistance – odzywa się tylko kilka razy. Żeby chociaż raz na jakiś czas rzucił komentarzem… ale NIE! On jeno słucha rozkazów.

Co mi się dodatkowo spodobało – o ile w grach często postacie poboczne kwitują nasze bohatersko-nienaturalne czyny (zabicie miliarda wrogów), zwykłym „aha”, tak w grze Insomniac wszystkich dziwi, czemu Hale tak wymiata. Fajowy patent.

No, potraktujcie to jako taką ocenę-mini. Teraz jednak obgrywam Resistance 2, którego już pewnie w pełni zrecenzuję – świeży jeszcze. Stosunkowo.

A w co Ty pykasz, Seph? Ostatnio tak szpanowałeś (hehe) DSem, to teraz powiedz, w co na nim gierasz.

Sephirath: Skończyłem Phoenix Wright: Ace Attorney. Muszę sobie moją wersję zorganizować na półkę, kolega był bardzo sumienny w przypominaniu mi każdego dnia o spóźnianiu się z oddaniem pożyczonego kartridża. To, co dziki prawnik wyczyniał w sądzie wessało mnie z cichym cmoknięciem na długie godziny. Zresztą, niech miast słów przemówią czyny – nie tak znowu dawno podczas normalnej rozmowy ze znajomymi walnąłem lewą ręką w stół, prawą wyciągnąłem zza pazuchy i epicko-posuwistym ruchem wcelowałem w rozmówcę. I powiedziałem „Objection”! Tak!

A ponadto nieźle mi umila nudne chwile Final Fantasy IV. Nie jestem jakoś zatrważająco daleko w fabule (a zresztą – nawet nie wiem, tak mi się przynajmniej wydaje), ale wstępną ocenę mogę grze wystawić. Pomijając czysto skłereniksowe wsypy pokroju nie mówienia Ci dokładnie gdzie masz iść (yeah, zachrzanianie sto razy tej samej pustyni bo nigdzie nie widać miasta wymiata) lub przeginania z żonglowaniem postaci jest całkiem przyjemnie. Dyszki bym nie wystawił, na dziewiątkę musiałbym zaś zostać hardo zmiażdżony jakimś twistem fabularnym. Ale ani dobrych zwrotów akcji ani naprawdę nowatorsko wysokiej jakości tutaj nie ma. Ot, fajnalek. Plus spieprzone modele postaci – to co widać w grze ZUPEŁNIE się nie ma do stworzonych przez dział kreacji wizerunków postaci „z artbooka”. Ale że żadnych szkiców koncepcyjnych w samej grze nie ma, da się przeżyć.

Ponadto dalej katuję Personę 4. Może jestem powolny, może zwyczajnie szanuję gameplay. Na recenzję przyjdzie Wam jeszcze trochę poczekać.

A skoro jesteśmy już przy handheldach. Jak się tam ma pykanie w tramwajach u Ciebie?

Kradziej: Ja skończyłem Chrono Triggera, o czym zresztą już wiecie (link). Po tygodniu dodam tylko, że od pierwszego kontaktu z grą czułem, że ma ona spore szanse na przebicie się do mojego Top 5 EVER. Zakończenie – mimo, że BARDZO kawaii – potwierdziło moje przypuszczenia.

To teraz tylko zagrać w Chrono Crossa… A w międzyczasie coś na PSP będę obgrywał.

A co do Finali – pamiętajmy, że FF4 jako pierwszy postawił taki nacisk na fabułę i portretowanie postaci. Wcześniej historia stanowiła tylko pretekst do pakowania postaci, czwórka zrobiła w tej kwestii znaczny krok naprzód. Przygody Terry w FF6 zaś to już dziki cwał w kierunku legendarnej siódemki (tutaj ortodoksyjni fani serii mogą zacząć harde bójki, która część lepsza).

Strony: 1 2 3

You May Also Like..

Muzyka w grach

Są takie gry, o których nie śniło się drzewiej nawet najbardziej upalonym filozofom. Wyobraźcie sobie plastelinowo-cukierkowy świat zamieszkany przez latające […]

Felieton o Baldurs Gate

W ramach przypomnienia – w poprzedniej części postawiłem sobie za cel udowodnienie całemu światu, że Baldur’s Gate 2 grą wielką jest i zacząłem przedstawiać […]