Felieton o Baldurs Gate

gryk Artykuły

W ramach przypomnienia – w poprzedniej części postawiłem sobie za cel udowodnienie całemu światu, że Baldur’s Gate 2 grą wielką jest i zacząłem przedstawiać argumenty w postaci Dziesięciu Przykazań cRPG, z których udało mi się omówić pierwszą trójkę.

Niestety, druga tablica, zgodnie z wzorcami biblijnymi, pękła w czasie transportu w połowie (choć tym razem jest to raczej wina Poczty Polskiej i limitów objętościowych Gemono! niż wkurzonego Mojżesza), w związku z czym dziś przykazań zaledwie, znowu, trzy. Na pocieszenie – przy odrobinie szczęścia od końca kwietnia GemonOLD będzie cieszył Wasze oczy i łącza dwa razy częściej niż dotąd. To jednak pieśń przyszłości, a tymczasem – enjoy!

IV – BĘDZIESZ PERFEKCYJNY POD WZGLĘDEM WYKONANIA

czyli co widzę, co słyszę, w co klikam.

Pod czwarte przykazanie postanowiłem podciągnąć aż cztery rzeczy – grafikę, udźwiękowienie, mechanikę rozgrywki i – last but not least – menusy. Dlaczego? Bo: 1) inaczej bym się nie pomieścił w dziesięciu, 2) punkty te po części pokrywają się z innymi, 3) te rzeczy nie są w prawdziwie ponadczasowym tytule aż tak istotne, 4) bo ilość elementów i numerek przykazania ładnie mi się komponują.

Wrażenia wizualne z grania z BG2 są, że zaszpanuję trudnym słowem, ambiwalentne. No bo niby z jednej strony po bliższym przyjrzeniu się wyraźnie widać pikselozę (zwłaszcza, jeśli – jak ja – gra się w 800×600), postacie mają mocno ograniczoną paletę ruchów, a o jakichkolwiek sensowniejszych efektach specjalnych czy choćby trzech wymiarach można pomarzyć. Tyle, że tego wszystkiego się w czasie grania po prostu nie zauważa. Lokacje – jak już wspomniałem – mają swój klimat i przyjemnie się je ogląda, jeśli tylko nie starasz się na siłę wypatrzeć ząbkowanych krawędzi. W czasie walki zaś zwykle dzieje się tyle (zwłaszcza, jeśli masz w drużynie kilku magów – a efekty niektórych zaklęć wciąż wyglądają naprawdę nieźle), że nie masz czasu kontemplować nie dorastającej do dzisiejszych standardów animacji machnięcia mieczem. Zaś filmiki przerywnikowe, choć we wspomnianej już skandalicznej rozdzielczości, wykonane są na tyle starannie, by nawet dziś wzbudzać… nie podziw może, ale na pewno satysfakcję.

Warstwa audio nie sprawia tylu problemów z oceną – jest po prostu znakomita. I o ile z kompozytorów „growych” najwyżej cenię sobie Jeremy’ego Soule’a i Marka Morgana, o tyle OST z Baldursa w wykonaniu Michaela Hoeniga uważam za jedno ze szczytowych osiągnięć muzyki epicko-klimatyczno-ilustracyjnej w grach. Każdy, kto przedzierał się przez senne wizje głównego bohatera przy akompaniamencie niepokojących dźwięków na granicach świadomości czy oddychał pełną piersią wkraczając na słoneczną Promenadę Waukeen wśród wesołych dźwięków ludowych instrumentów, przyzna mi rację. Cholera, wystarczy wejść do głównego menu, żeby przyznać mi rację! Nie bez kozery w przepięknym wydaniu BG2 w naszym kraju na CD z materiałami dodatkowymi znalazła się pełna ścieżka dźwiękowa w formacie audio (oraz najlepsze odzywki członków drużyny w formacie MP3, ale to podpada pod przykazanie VIII). Co do efektów dźwiękowych – mają się dobrze, ale tu akurat ciężko coś zepsuć, jeśli tylko ma się w miarę dobrze opłacanych speców od sfx [podpowiedź: tak, BioWare takowych miało].

Co do mechaniki – cóż, AD&D2. Stare, zatęchłe, straszliwie uproszczone cholerstwo rodem z poprzedniej epoki RPG. Nadaje się właściwie wyłącznie do wykorzystywania w walkach, interakcja ze światem za jej pomocą to koszmar. Tyle, że w grze komputerowej, w dodatku takiej, gdzie – w przeciwieństwie do choćby Fallouta – interakcja załatwiana jest wyłącznie dialogami, właściwie bez użycia skilli – jest to dość niewielka wada. Zaś w walce staruszek AD&D – jak się już do niego przyzwyczaić – sprawdza się zupełnie dobrze i nie przeszkadza w rozrywce. A o to chyba chodzi, nie?

Wreszcie ten drobny szczegół techniczny, w kwestii którego wiele dzisiejszych cRPG mogłoby się od staruszka Baldursa niejednego nauczyć – menu. O co mi chodzi? Otóż o estetykę wykonania. Wszystko jest utrzymane w „kamiennej” tonacji, księgi zaklęć są faktycznie księgami z pożółkłymi stronami, mapka lokacji to zmniejszony obraz całej lokacji a nie jej uproszczony rzut z lotu ptaka, w inventory mamy miniaturę postaci… Jeśli chodzi o klimatyczność i wrażenia estetyczne, to ostatnimi czasy coś równie fajnego widziałem tylko w Falloucie 3. No, może Oblivion (o ile podpada on pod „ostatnie czasy”) od biedy by się wybronił. Neverwinter 2 ze swoimi uproszczonymi, minimalistycznymi okienkami może się schować.

V – BĘDZIESZ OFEROWAŁ EKSCYTUJĄCE STARCIA

czyli kogo i jak rżnę.

Cytując Jaśnie Wielmożnego Kolegę Kradzieja: „Jak wiadomo, nie ma RPGa bez walki”. W przypadku BG2wszyscy amatorzy sieczenia ciepłego jeszcze mięsa na drobniutkie kawałeczki, miażdżenia go, rozrywania, przypalania, roztapiania, zamrażania, zatruwania i pożer… no, ogólnie tym podobnych rozrywek będą zachwyceni. I to aż z czterech powodów.

Strony: 1 2

You May Also Like..

Muzyka w grach

Są takie gry, o których nie śniło się drzewiej nawet najbardziej upalonym filozofom. Wyobraźcie sobie plastelinowo-cukierkowy świat zamieszkany przez latające […]

Dyskusje o grach

Witamy w trzeciej już Dyskusji (wiecie co to oznacza? Nasz ekstraordynaryjny podcast firmowany pieczątką „Toż nie słychać” ma się coraz […]