Felieton o Baldurs Gate

gryk Artykuły

Pierwszym jest ogólnie pojęta mechanika walki. Wspomniany już system AD&D2, jeśli oswoić się z jego nieco archaicznymi założeniami, sprawdza się całkiem ładnie – a dzięki uwzględnianiu różnorodnych czynników i obecności pierdyliardów różnych nieprzyjemnych rzeczy, które mogą się przydarzyć któremuś z walczących (ogłuszenie, paraliż, trucizna, choroba, wyssanie cechy/poziomu, ubzdryngolenie [sic!], przerażenie, zauroczenie, dominacja umysłowa…) plus równie dużej ilości buffów i specjalnych zdolności pozwalających przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę daje to naprawdę spore możliwości taktyczne. Do tego dodajmy fakt, że nie ma w naszej drużynie dwóch bohaterów o takich samych umiejętnościach, a niektórzy z nich dysponują unikalnymi skillami i/lub sprzętem, a otrzymamy prawdziwy raj dla kombinatorów i domorosłych strategów. Bez obaw – przed zgubieniem się w tym gąszczu chroni aktywna pauza (wynalazek, jeśli się nie mylę, serii BG, do dziś wykorzystywany w wielu dobrych RPGach), przejrzysta instrukcja, dużo skrótów klawiszowych do zdefiniowania, autopauza [ja np zawsze życzę sobie pauzy po rzuceniu zaklęcia przez któregoś z moich mądralińskich, żeby nie tracąc czasu móc wybrać następne fajerwerki] i dość elastyczny system poziomów trudności. Czysty miód.

Druga sprawa, chyba najoczywistsza, to przeciwnicy. Jak wiadomo, światy D&D dysponują jednym z najbogatszych (a zarazem chwilami najbardziej kuriozalnych – wpiszcie sobie w Google „stupid monsters d&d” a zobaczycie, o co mi chodzi) bestiariuszy w historii fantastyki. Panowie z BioWare zrobili z niego znakomity użytek. We Wrotach Baldura 2 walczymy ze wszystkimi klasycznymi Forgotten Realmsowymi przeciwnikami – od Illithidów, przez licze w różnych smakach, obserwatorów, demony, Githyanki, Sauhaginów, Drowy aż po klasyczne smoki. Do tego dochodzi kilku bardziej spersonalizowanych przeciwników, a wśród nich jeden z najlepszych Głównych Złych ever – Irenicus. Autentycznie, tak zimnej, bezdusznej i okrutnej postaci ze świecą szukać nie tylko w grach, ale w całej kulturze. I nie jest to jeden z tych czarnych charakterów, które siedzą na tyłku na wielkim tronie na końcu długaśnego dungeona, opowiadają głównemu bohaterowi o swoich niecnych planach i dają się załatwić fartowną torpedą protonową w szyb wentylacyjny. Ooo, nie. Ale nie ma co gadać – trzeba zagrać, żeby zrozumieć.

Trzecim elementem, czyniącym naparzanie niemilców w BG2 czystą radością, jest konstrukcja walk. Niemal każda większa potyczka stanowi tu bowiem swoisty problem do rozwiązania – przeciwnik używa specyficznej taktyki (miksturka niewidzialności + atak z zaskoczenia w wykonaniu zabójców boli), dysponuje unikalnymi umiejętnościami (spróbujcie powalczyć z obserwatorami bez Tarczy Baldurana odbijającej ich promienie… Brr…), jest niewrażliwy na pewne rodzaje ataków (olbrzymia odporność Illithidów na czary + ich moce psioniczne + możliwość zabicia bohatera jednym ruchem + moja drużyna gdzie połowa postaci to czarujący = godzinka ślęczenia i kombinowania z przywołaniami i buffami. Ale ta satysfakcja, gdy padł ostatni Ulitharid – bezcenna). Zdarza się też, że otoczenie znacząco wpływa na taktykę – czy to poprzez obecność mnóstwa wrednych pułapek, konieczność załatwienia ustawionych na platformach strzelniczych łuczników, trudności ze stosowaniem kul ognia w wąskich korytarzach lub magiczne mechanizmy, które, uruchomione, mogą dać nam przewagę nad przeciwnikiem. Wiadomo, mniej poważne utarczki z pomniejszymi wrogami nie zawsze zapewniają takie emocje. Ale już starcia z istotniejszymi bossami to 100% satysfakcji. A jak komuś za mało – może popróbować walk z przeciwnikami nieobowiązkowymi (w rodzaju smoków, które – Bogu dzięki – zawsze da się jakoś ominąć). Tylko nie oczekujcie, że będzie łatwo…

A czwarty element? Tu przechodzimy już do następnego przykazania…

VI – BĘDZIESZ ZAWIERAŁ BOGATĄ I ORYGINALNĄ ZBROJOWNIĘ

czyli z czym idę rżnąć potwory.

Dobra, epicka opowieść = [między innymi] dobra zbrojownia. Czym byłby Artur bez Excalibura, Rolandbez Durendala, Aragorn bez Andúrila, Frodo bez Żądełka i Pierścienia Władzy, Legolas (zwłaszcza w wersji Jacksona) bez szczotki do włosów a Rincewind bez Bagażu? No właśnie…

Baldur’s 2 nie zawodzi także pod tym względem. Broni, pancerzy, rękawic, butów, pasów, amuletów i innego śmiecia jest po prostu zatrzęsienie, każdy znajdzie coś dla siebie. Do tego większość magicznych przedmiotów posiada swoje unikatowe cechy i niepowtarzalną historię. Mamy więc choćby Wyrównywacza, legendarny miecz stworzony, by przywrócić światu równowagę, który zadaje przeciwnikom tym większe obrażenia, im bardziej ich charakter odbiega od wyważonej neutralności (co czyni z niego znakomite narzędzie do naparzania demonów – ale i świętoszkowatych paladynów). Wolicie coś mniej subtelnego? To może Korbacz Wieków, stworzona przez duchy Rakshasa broń o trzech głowniach, z których każda nasączona jest mocą innego żywiołu, albo Łuk Gessena strzelający błyskawicami? Lub dwuręczne ostrze, w którym zaklęto wściekłego demona, którego napady wściekłości manifestują się wylatującymi losowo z miecza kulami ognia? Nie lubicie broni? To może zbroja z ludzkiej skóry, impregnowana krwią szlachetnego smoka? Płaszcz odbijający zaklęcia? Albo inny, pozwalający właścicielowi na zmianę w dowolną istotę zamieszkującą podmiejskie kanały? Za mało ciekawie? Więc może preferujecie amulet chroniący przed truciznami, którego stwórca pragnął tylko chlać ile wlezie bez ryzyka kaca? Księgę wypełnioną zaklęciami, której każdą stronę można przerzucić tylko raz, a gdy dojdzie się do końca – obraca się w popiół? Mechaniczną kuszę wielostrzałową produkcji gnoma Jana Jansena? Czy może mojego ulubieńca – Lilarcora, wyjątkowo przygłupiego poszukiwacza przygód (ubzdurał sobie, że wyjątkowo wielki dąb jest złym olbrzymem, ściął go i zawlókł tryumfalnie do wioski – skojarzenia z pewnym szlachcicem z Manczy nieprzypadkowe) zmienionego jakimś cudem w gadający miecz? Zaprawdę, kto nie usłyszał ani razu w środku walki „Mmm, smakuje jak kurczak” tudzież „Dzieci, podnieście rączki, które chce umrzeć?” wypowiedzianych tonem osoby dalekiej od zdrowia psychicznego, ten nie wie, co to humor w cRPG…

To tyle na dziś, część trzecia i – miejmy nadzieję – ostatnia za dwa tygodnie. Tymczasem – do przeczytania!

A, w ramach postscriptum pytanko do tych wszystkich ludzi, którzy pod poprzednim GemonOLDem zgłaszali, że właśnie kupili/muszą kupić BG2 – jak wrażenia? 🙂

Strony: 1 2

You May Also Like..

Muzyka w grach

Są takie gry, o których nie śniło się drzewiej nawet najbardziej upalonym filozofom. Wyobraźcie sobie plastelinowo-cukierkowy świat zamieszkany przez latające […]

Dyskusje o grach

Sephirath: Nie przesadzajmy, całkiem znośnie się pyka przygody Cecila wcale-nie-mrocznego rycerza. Z ostateczną oceną wstrzymam się jednak do momentu odpalenia […]