Henry Hatsworth in a Puzzling Adventure

gryk Recenzje

Kiedy pierwszy raz przeczytałem ten tytuł byłem pewien, że Henry Hatsworth in a Puzzling Adventure (dalej będzie „Henry”, miejcie litość!) to tania zrzynka z całej serii o Profesorze Laytonie. Na szczęście szybko wyprowadzono mnie z okrutnego błędu.

Tytułowy bohater to doświadczony podróżnik, odkrywca i łowca skarbów. Biegłość przychodzi z wiekiem – jak dobrze, że Heniek szybko zdobywa Złoty Kapelusz, tym samym odzyskując młodość i… chęć znalezienia pozostałych części mitycznego Złotego Stroju. Odzież ta została zarezerwowana tylko dla największego dżentelmena na Ziemi i daje posiadaczowi niezwykłą moc. Jak to bywa w takich sytuacjach, Hatsworth nie jest jedyną personą pożądającą magicznego ubranka. Jego tropem rusza także podstępny Weasleby i jego zgraja przydupasów. To nie koniec: okazuje się, że nowe wdzianko Henry’ego daje mu częściową kontrolę nad Puzzlową Krainą. Równowaga została zachwiana, z równoległego świata wydostają się okrutne monstra. A my musimy je powstrzymać.

Pokręcone? Powiedziałbym „tak”, ale ja wiem, jak wygląda rozgrywka w tej DSowej pozycji. Wy jej pewnie nie znacie – pozwólcie więc, że wyjaśnię.

Henry to miks platformówki, chodzonej nawalanki oraz gry logicznej wzorowanej na Bejeweled i – wbrew pozorom – nie jest tak skomplikowany jak mogłoby się wydawać. Na górnym ekranie konsolki biegamy, skaczemy i tłuczemy przeciwników. Walka jest stosunkowo rozbudowana, można nawet juggle’ować (wybijać przeciwnika w powietrze i zadawać mu kolejne ciosy tak, żeby nie wrócił na glebę) oraz wyprowadzać proste kombinacje. Do naszego użytku oddano też broń dystansową: strzelbę, bomby i bumerangi (polecam te ostatnie). Kiedy już sklepiemy buźkę jakiemuś potworowi, zamienia się on w klocek, po czym spada na dolny ekran. Tam musimy go ułożyć razem z co najmniej trzema innymi blockami tego samego koloru, żeby zabić niecnika „na śmierć”. Inaczej wróci on do właściwej rozgrywki i będzie usiłował nas zgnieść.

Brzmi to co najmniej dziwnie, ale sprawdza się doskonale. Nie musimy zbytnio dzielić naszej uwagi – kiedy przestawiamy kwadraciki, akcja na górnym ekranie zostaje zapauzowana. Na dodatek, nasze czyny w puzzelkowej części gry przekładają się na dokonania Henry’ego. Jeśli zniszczymy klocek z namalowanym piorunem nie tylko usuniemy wszystkie figury tego samego koloru, ale też sparaliżujemy przeciwników. Ponadto, wystrzelone pociski możemy doładować (rozwalając kloce), a po naładowaniu paska Speciali uzyskamy dostęp do Tea Time. Teraz tylko puknąć palcem w ekran i bingo – Hatsworth wyjmuje klasyczną filiżankę z brytyjską herbatką, bierze łyk (krzycząc wcześniej „tea time!”) i zamienia się w… wielkiego robota. Na kilka chwil stajemy się niezniszczalni, uzyskujemy dostęp do wystrzeliwanej pięści, laserów, rakiet, min i innych cudeniek.

Strony: 1 2

You May Also Like..

Kultowe gry

Witam serdecznie w pierwszym odcinku nowego cyklu felietonów o wdzięcznym tytule „W co przypykać ?”. Celem tego małego kącika, który […]

Fallout 3

Bardzo nam miło opublikować na głównej pierwszy tekst przysłany przez Czytelnika. Bartek „Kawendish” Kawecki prezentuje Wam fragment swojego kunsztu przy […]

X-Men Origins: Wolverine

Sięgając po nową produkcję studia Raven Software spodziewałem się niezłej nawalanki do jednorazowego zaliczenia i odłożenia na półeczkę. Swoistej „zapchajdziury”, […]

1 Comment

Comments are closed.