Muzyka w grach

gryk Artykuły

Są takie gry, o których nie śniło się drzewiej nawet najbardziej upalonym filozofom. Wyobraźcie sobie plastelinowo-cukierkowy świat zamieszkany przez latające żółwie i chodzące ciasteczka z oczkami. Zmiksujcie to z agresywnym skorupiakiem gustującym w różowych księżniczkach – latawicach.

A na ratunek takowej zasuwa karłowaty Włoch, hydraulik z zawodu. Zdarza mu się urosnąć – oczywiście po wchłonięciu sporego grzyba egzotycznej barwy. W grze występują także takie imiona i nazwy jak: Goomba, Koopa, Peach & Luigi. A całości towarzyszy najbardziej rozpoznawalny motyw muzyczny z gier wideo w historii.

Super Mario Bros. – bo o tym chorym dziele mowa – może się poszczycić sięgającą nieskończoności liczbą remake’ów i „nawiązań”, grubymi milionami sprzedaży i najbardziej narąbanym settingiem jaki tylko możemy sobie wyobrazić. Najwyższa pora zrozumieć, że jedną z najpopularniejszych ikon naszej kultury stał się nie wiadomo kiedy wąsaty Marian. Jego imię jest zaindeksowane w google’ach 24 razy częściej niż imię Jezusa. T-shirt z grzybem i napisem „Grow up” nie robi już za atrakcję dla nerdów, nosi się go, tak jak nosiło się jeszcze parę lat temu na piersi podobiznę Che Guevary. A melodyjkę z poziomu 1-1 gwiżdże się przy naprawianiu samochodu tak samo jak motyw z Gwiezdnych Wojen.

Posłużę się tutaj moim ulubionym systemem oceniania popularności danego utworu. Na frazę „Mario theme” serwis youtube.com zgłasza 43600 filmików pogrupowanych w wiele kanałów, wykonywanych na setkach instrumentów, doklejanych do motywów z innych gier… Ciężko to określić nawet kilkoma zdaniami. Znowu omawiam fenomen i znowu jest to coś o skali przewyższającej większość internetowych hitów. Ten konkretny kawałek możemy usłyszeć w aranżacji na okarynę, grany zdalnie sterowanym samochodzikiem potrącającym butelki napełnione wodą, potraktowany jako satan-metalowy refren oraz w wykonaniu wielu ulicznych muzyków. Jest też w wersji na Guitar Hero 3. Czy to normalne? Nie.

Pamiętajmy, że mówimy o tle muzycznym pod przygody hydraulika ratującego księżniczkę Grzybowego Królestwa. Co spowodowało aż takie zainteresowanie się kulturą masową zarówno wizerunkiem wąsacza jak i jego main theme?

Popularność gry jako takiej. Media nie związane stricte z branżą zwracają swe cudne oczęta na przedstawicieli naszej kultury tylko, gdy może dodać do potencjalnego nagłówka przedrostek „Niewyobrażalnie”. Lara Croft stała się ikoną wirtualnego seksu już dawno temu, w serialu „Big Bang Theory” główni bohaterowie pocinają w Halo 3, w „How I Met Your Mother” zaś nie raz pojawiły się rekwizyty takie jak gitara do Guitar Hero lub Wiilot. Co łączy te fragmenty naszego dziedzictwa? Potęga ich marki. A co jak co, ale hydraulik akurat sprzedaje się nieźle. Niezmiennie od wielu lat i najprawdopodobniej na wiele lat nadchodzących będzie to jedna z najsilniejszych kart Nintendo. Nawet najgorsze popierdółki z Mario w roli głównej są rozchwytywane. Tytuły lepsze i dopracowane zaś pozostają na wysokich miejscach list sprzedaży przez kilka(naście?) sezonów.

Okej, przyznaję się, że o samym utworze powiedziałem mało. Co jednak można więcej wymyślić niż po prostu go raz jeszcze posłuchać? Szczęśliwe ośmiobitowe popiskiwanie to dzisiaj już kult. A my, Gracze, znamy je na pamięć w całości. Czy ma jakiś konkretny przekaz? Przyznam się szczerze, że nawet jeśli ma, to chyba nieźle ukryty. To po prostu radosny kawałek. I tego się trzymajmy.

You May Also Like..

Dyskusje o grach

Witamy w trzeciej już Dyskusji (wiecie co to oznacza? Nasz ekstraordynaryjny podcast firmowany pieczątką „Toż nie słychać” ma się coraz […]

Felieton o Baldurs Gate

W ramach przypomnienia – w poprzedniej części postawiłem sobie za cel udowodnienie całemu światu, że Baldur’s Gate 2 grą wielką jest i zacząłem przedstawiać […]